Listopad 3rd, 2011
Wrocławskie pustkowie
Ależ się w tym Wrocławiu narobiło. Co po niektórzy bardziej wiekowi kibice pewnie kojarzą koniec lat 80.-tych, które były dla dolnośląskiego sportu niezwykle bogate. Stolica Dolnego Śląska, posiadała wtedy nie tylko swych przedstawicieli w ekstraklasach najbardziej popularnych dyscyplin sportowych, lecz również spokojnie można rzec, iż w każdej z nich była w czołówce. Wydarzył się wszak nawet taki sezon, w którym najbardziej popularny wrocławski klub sportowy Śląsk zdobywał mistrzostwo w kilku sekcjach naraz – w 1976 roku był mistrzem w koszykówce, szczypiorniaku oraz piłce kopanej, osiągał świetne miejsca w ciężarach, zapasach, pływaniu czy boksie. Tłuste okresy jednak dobiegły końca, a kto wie czy i nie bezpowrotnie. W jaki sposób sytuacja we wrocławskim sporcie ma się obecnie, każdy z pewnością zdaje sobie sprawę. Basket, jako sport mało popularny, zebrał w ekstraklasie zespoły z mniejszych i średnich ośrodków, dla Śląska zabrakło w niej miejsca. Oczywiście z powodu tego, iż dwa lata temu zbankrutował i od tamtej pory nikt nie chce (bądź nie ma pojęcia jak) go przywrócić do żywych. Podobnie jak z koszykarskim Śląskiem sytuacja się ma z tym, który jest kilkunastokrotnym mistrzem kraju w szczypiorniaku. Szczypiorniści Śląska podzielili losy koszykarzy i nie wiemy co ich spotka. Siatkówka jest w mieście zupełnie martwa, a choć piłka nożna wciąż we Wrocławiu żyje, co to za byt… Piłkarze Oresta Lenczyka za jego kadencji potrafią tylko remisować, wcześniej za Ryszarda Tarasiewicza dostawali z kim popadnie. Stadion na Mistrzostwa Europy jest prawie gotowy i po mistrzostwach ma służyć właśnie piłkarzom Śląska. Problem w tym, że jeśli wrocławscy gracze dalej będą uderzać piłkę piszczelami, to piłkarska arena będzie służyła ekipie pierwszoligowej. A to będzie przecież istny przerost formy nad treścią. Niedobrze się dzieje z tym dolnośląskim sportem, oj niedobrze źle. Formę trzymają już chyba zaledwie zawodnicy Betardu, choć i oni od lat nie wywalczyli złota.